Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 2.pdf/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szek, obróciła się, utarła nos poważnie (bez pomocy fartucha) i rzekła.
— Jakiś nieborak, ode dworu czyjegoś, bo porządnie ubrany, znać go kara może jaka ma spotkać, bo się Matce Bożéj wyprasza.
A na galerji klęcząc i płacząc modlił się P. Brożek (on to był znowu) załamawszy ręce.
— Matko Bozka cudowna! wołał podnosząc oczy i ręce, cóżem ja uczynił, że mam umrzéć. — Ach! czyż to na mnie pora umiérać!
— Gada o śmierci! rzekła zcicha do łakotnicy Pani Iwanowa, coś to niemałego!
— O śmierci? spytał ciekawie strażnik. Daćby może znać do Ratusza, może to hultaj jaki, albo się myśli targnąć na siebie. Wziąśćby go i związać i w turmę posadzić, a dać na pytki, toby wszystko wyznał.
— To nawet czego nie zrobił! dodała Pani Iwanowa.
A P. Brożek modlił się.
— Matko Bozka cudowna, ochroń mnie od niezawodnéj śmierci! Zlituj się nad młodo-