Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 2.pdf/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chera, a od Malchera tuśmy go przywiedli, ani się domyśla, że jest z Radziwiłłowskiemi.
— Do WMości P. Brożek, rzekł Tomiło. Co tu u Was słychać?
— At! co słychać! zawsze jedno, fortecę robią, armaty kupują i sprowadzają, wojsko spisują, szable ostrzą, pancerze podszywają skórą — Zjedzą tyle go djabła Radziwiłłowscy, jeśli nam dadzą rady.
— Oj pewnie! rzekł drugi — I dużoż tam już macie ludu spisanego.
— Kto ich tam policzy, odpowiedział Brożek machając ręką, z całego świata ich zbiéra Pau Starosta. Teraz P. Marszałek pojechał za ostatkiem do Pruss.
— Któż to taki Wasz Marszałek? spytał Tomiło.
— Albo go nie znacie! wéj! P. Mikołaj Chamiec. Nie lada rodu człek, mówi, że jeszcze wszystka litewska szlachta bydło pasła i w skórzanych łapciach chodziła, kiedy jego przodkowie Xiążętami już byli.
— No — ale teraz za to, odpowiedział Tomiło, on już nie Xiąże, a szlachta bydła nie