Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 2.pdf/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ozdoby służącego, nic co by oko zatrzymywało.
— Ważna tu mnie sprawa do Was sprowadza, Miłościwy Xięże Rektorze, rzekł Wójt po przywitaniu — Miasto jest w niepokoju gwałtownym, radbym się z Wmością poradzić co czynić.
— Cóż to jest za niespokój? spytał Garsias Alabianus, wznosząc łysą głowę i otwierając na Wójta czarne żywe oczy.
— A to z téj nieszczęśliwéj wojny, do któréj się sposobią PP. Chodkiewicze z Radziwiłłami, rzekł Wójt — Całe miasto jest w niepokoju i niepewności nie wiedząc co czynić i jak. Czyli już uciekać i wynosić się, czy siedziéć spokojnie zdawszy się na łaskę Bożą.
— Cóż ja w tém poradzić mogę? rzekł Rektor udając głęboką obojętność. Postępujcie sobie jak wam rozum dyktuje.
— Ale tu nie dość naszego rozumu — powiedział Wójt, radzibyśmy wiedziéć na czém się oprzéć. Jestli się czego lękać czy nie?
— Ja tego od was nie wiem lepiéj — odpowiedział Rektor — To pewna, że się zanosi