Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Co? wszystko było pozamykano — mało mnie hultaje nie odarli, ledwo żywy wróciłem.
— Alboż cię kto napastował?
— I jak napastowali, odpowiedział Brożek oddając resztę pieniędzy szelążkami fałszywemi, ledwiem się wywinął.
To mówiąc, odstąpił od stołu i okrutnie się zatoczył.
— O! i tak się zataczasz! zawołał Barbier.
— Bo mnie któryś w głowę czekanem palnął.
— Gdzie? gdzie? pokaż! pochwycili wszyscy razem biegnąc ku niemu, aż się i Stanisław ocknął i obejrzał.
— Jest wino, rzekł do niego P. Barbier, ale nasz nieszczęśliwy poseł po łbie za to oberwał!
I szukali wszyscy po głowie, ale P. Brożek zasłaniając się i udając że go mocno boli, umknął do drugiéj izby, podesłał sobie płaszcza i położył się na nim spać — Tym czasem dobyto kubki, zaproszono P. Burczaka, który różaniec złożył i ochotniéjszy za stół siadł.