Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiając się wcale nad tém, dla czego tak pilnie go wybadywano, i jaki w tém mieli interes nieznajomi, którzy ze swojéj strony nie powiedzieli mu nawet co byli za jedni. Nareście żegnając się z nim pokazali mu furtkę, a poseł nasz z wielką trudnością odemknął ją i zamknął nazad; drąga już założyć nie mógł. Błądził potém po całym dziedzińcu, nim trafił na schodki wiodące do mieszkania P. Burczaka, i gdy drzwi jego otworzył, zastał P. Barbier chodzącego po izbie, Dozorcę w największéj niespokojności o powierzony klucz, a P. Stanisława śpiącego nad stołem.
Wszedł raźnie i jak mógł na nogach się utrzymywał, stawiąc dzban w pośrodku stoła; P. Barbier jednak postrzegł zmianę w jego twarzy i domyślił się części przygód.
— Jużeś ty sobie zalał w czubek — Brożku, rzekł.
— Kto? ja? odpowiedział niezmięszany, ja? A to czysta napaść, bo prócz śniegu, nic nie miałem w gębie.
— Dawaj klucz, gdzie klucz! przerwał Burczak — coś się tak długo bawił?