Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tro, rzekł do niego, przyjdźcie do Malchera, to się znowu razem trochę napijem.
— Z całego serca, odpowiedział rozczulony Brożek zataczając się i wylewając wino ze dzbana, który niósł pod połą. Aliście mnie Panowie tak spoili, że teraz nie wiém już, jak nazad do Chodkiewiczowskiéj kamienicy trafię, choć to nie pierszyna mi po ulicach po nocku się włóczyć.
— My w jedną idziem z Wami drogę, rzekli nieznajomi — Chodź nam otwórz Panie Stypejko. Wyszli więc do wrót, które im gospodarz odemknął żegnając ich. Znaleźli się znowu w ulicy.
Tu obejrzawszy się a świéżém powietrzem odetchnąwszy Brożek, uczuł dopiéro cały zamęt, jaki w głowie jego panował i zdało mu się jakby wszystko kręciło się i szumiało wkoło niego. Ledwie przed sobą rozpoznać mógł Ratusz na prawo, i kierując się od niego, poszedł w lewo ku Zamkowi nazad. Dwaj towarzysze pytali go jeszcze o wiele rzeczy po drodze, na które on, o ile mu przytomność umysłu dozwalała, odpowiadał, nie zastana-