Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A tak, odpowiedział Brożek, przybyłem tu ono co dziś z P. Barberjuszem, który ta będzie fortecę w kamienicy robił, czy coś.
— Toż to po co? rzekł drugi.
— Kto to wié! mruczał Brożek, na kogo to się Pan Starosta gotuje.
Nieznajomi spójrzeli po sobie, Brożek obracał oczyma na wszystkie strony i przecierał je ręką, czując że mu wino po głowie chodzie zaczynało.
— Toście WMość dziś przybyli. Aleć tam któś więcéj jeszcze pono?
— A! to P. Stanisław przybył z za granicy P. Barberjuszowi pomagać około téj roboty.
— Co to za Stanisław?
— Wychowanek P. Starosty, którego na wojaka sposobi, i posyłał go był uczyć się za granicę téj tam mądrości obozowéj.
Brożek mówił a czuł że go coś jakby siatką zawiesiło, i ująwszy za dzban stojący pod ławą, począł wstawać powoli.
— Trzeba mi powracać, boć się coś zdaje, jak gdybym się upił.