Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ciekawość piecze mnie jak ogień, powiedzcież mi z łaski swéj kiedy wiecie, po co tu mnie wezwano; bo zaiste ze wszystkiego miarkuję, że to cóś ważnego być musi.
— Ważnego i bardzo, odpowiedział Francuz. Ale o tém jakbyśmy zaczęli prawić, tobyśmy i do jutra nie skończyli, a noc już późna. Jednakże sądzę żeście i po drodze słyszéć coś o tém musieli. Nic już ci nic a nic w uszy nie wpadło?
— Ale to właśnie, jak mówicie; nic a nic, odpowiedział Stanisław żwawo. Wiadomo Waszmości, że Pan Starosta mój łaskawy opiekun, chcąc mnie na ludzi wyprowadzić, wysłał mnie swoim kosztem za granicę, abym się po krajach i dworach cudzoziemskich sztuki wojennéj wyuczał i świata zobaczył. Wyjechałem więc, aliści niespodzianie odbiéram wezwanie, ażebym nazad śpieszył, a resztę podróży do dalszego czasu odłożył, gdyż jestem doma potrzebny. Kazał mi jeszcze Pan Starosta starać się ludzi, werbować po drodze w służbę wojenną. Z niemałym żalem rozstałem się z podróżą, i zwinąwszy tłumoczki,