Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— No cóż robić, dobre i to — ! odpowiedzieli podróżni. Jeśli wasza łaska dajcie nam tam co macie.
— I usiedli za stół, a P. Burczak z kluczami poszedł do szafy i wydobywać zaczął jadło, schowane na cynowych misach; które sam zastawiał przed przybyłemi.
Jakkolwiek mało to było, jedli jednak zapalczywie, bo byli głodni; i P. Burczak zabiérał się im do piwa dopomódz, gdy w bramę stukać znowu zaczęto, a z podwórza dał się słyszéć głos.
— Hej! Jest tam kto! hej! otwierajcie! a otworzycie czy nie!
— A toż co znowu, krzyknął Dozorca biegąc do okna. Czy nasłanie jakie, czy już Radziwiłłowie szturm do nas przypuszczają. Któż to znowu.? — Wyjrzał i nic nie mówiąc, zbiegł po wschodach, a podróżni usłyszeli po chwili znowu skrzyp wrzeciądzów i tentniące kopyta w brukowanym dziedzińcu.
— Kto to być może? rzekł Barberjusz.
— Zapytamy się gdy powróci Dozorca. Gdy tych słów domawiają, otworzyły się drzwi