Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tylko wolne dla WMości, i rozumiem, że dobrze mu będzie, bo z niego cały pałac z góry widziéć można.
Stanęli wreście u drzwiczek wiodących do mieszkania, z galerji otaczającéj wystawkę piątrową, która na lewém skrzydle pałacu, jak wieżyczka lub latarnia wystawała. Tu jął do zamka probować kluczy Dozorca i wreście kute dębowe drzwi otworzył, przez które naprzód wszedł z latarnią chłopiec.
Podróżni wcisnęli się do izby piérwszéj, za którą widać było drugą i trzecią, równie jak ta ciasne i nagie. Gołe ściany białe, dokoła dębowe ławy, stoły w pośrodku, jeden piec na trzy komnatki, obszerny komin z wysoką czapką, okna w błonach ołowianych — oto wszystko, co tam znaleźli. Podłoga była z cegły. Chłód dojmował w izbach dawno nieopalanych i zamkniętych.
— Chyba nas chcesz pomrozić panie Burczak; na Boga! rzekł Francuz, ja tu nie wytrzymam nietylko nocy, ale godziny, wolę szukać gospody.
— Kiedy mówię, odpowiedział Dozorca za-