Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i na niego zwalając całą winę. Za czém mieli się do wyjścia z niczém, i nadspodzianie krótko zabawiwszy, w milczeniu wracali do pałacu Radziwiłłowskiego.
— Kanclerz wszystko popsuł, mówili pocichu w drodze; niechże się jak chce przed Wojewodą teściem swoim tłumaczy teraz, my umywamy ręce.
Xiąże Wojewoda oczekiwał na nich z synem wielce niespokojny, wahając się między nadzieją a niepewnością skutku; lecz gdy z okien ujrzał tak prędko nazad powracający orszak, zdziwiony i pomięszany, sądził naprzód, iż Kasztellana nie zastali.
Syn równie, a może bardziéj jeszcze niespokojny, nie śmiał złowrogiego ojcowskiego milczenia żadną przerwać uwagą: spoglądał na powracających, nie pojmował powrótu.
Wreście podjechali pod Radziwiłłowski pałac, i w milczeniu szli po wschodach, naradzając się z sobą, jakby nieskuteczność poselstwa Wojewodzie Wileńskiemu osłodzić.