Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


częło od półgodziny najmniéj, bo i twarze nim ożywione i głosy raźniejsze były, niż na czczo bywają. Witał go uściskiem Pan Wojewoda i Xiąże Janusz, inni Senatorowie ukłonem, inni podaniem ręki — Zrobiono mu wnet miejsce przed stołem, i wrzawa na chwilę przycichła —
— Opóźniłem się nieco, rzekł Kanclerz do Wojewody; ale to nie moja wina, tylko mego zégaru, który mi jeszcze nie tak spóźnioną godzinę mówił, jak jest może w istocie...
— Nie jest jeszcze późno, odrzekł Wojewoda, a na nasze poselstwo, do którego WMościów Miłosiernych Panów uprosiłem, jeszcze wielka pora.
— Wiém, odpowiedział Lew, że Kasztellan w domu, i snać przygotowany na przyjęcie nasze, bo i Pan Starosta Żmudzki przed godziną do niego przyjechał i Pan Alexander Chodkiewicz także tam być musi.
— Zapewne do rady wezwał bratanków, rzekł Xiąże z uśmiéchem; ciekawa rzecz czy mu tak dobrze znów poradzą jak wprzódy, kiedy go namówili na owo zaręczenie im dane. Nie