Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kasztellan uderzył nogą o ziemię niecierpliwie.
— Co WMość mówisz?
— Taki miałem rozkaz P. Starosty.
— I jużeś rozpoczął roboty.
Barbier wskazał ręką na ludzi pracujących i wznoszące się rusztowania, na kotły z wodą gorącą, któréj musiano dla zimna do murów używać.
— Niedobrze, że tak odkrycie to robicie — mruknął Chodkiewicz. Wszyscy to widzą z ulicy, gadanie rośnie. Zwołajcie zpołowę ludzi, będzie jeszcze czas na to, róbcie tak tylko, jakbyście co poprawiali. — Nie pokazujcie tego, nie mówcie, że fortyfikujecie. Na co dawać assumpt złym językom ludzkim i tak zawsze skorym.
— Nadewszystko nie wybijajcie w murze strzelnic na ulicę — Można je urządzać zakryte.
— Kilka jest już wybitych — rzekł Barbier — nie miałem rozkazu tajenia się z robotą.
— Ja WMości nie winię, lecz na co w Panu Staroście ta popędliwość.
Dworzanin posłany wrócił i zawołał: