Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nowała, przerywana tylko śpiéwem, który do okien dolatywał z Bernardyńskiego chóru. Mniéj wspaniały był dwór Kasztellana od Wojewodzińskiego, mniéj snąć w rygorze trzymany, ale swobodniejszy. Nie znać tu było grozy, choć nie brakło porządku. Pałac był czysty, kurytarze jego wysypane piaskiem białym, w komnatach jaśniały ściany obrazami przodków począwszy od owego Chodka Borejki, od którego wiedli się Chodkiewiczowie, przeplatane wyobrażeniami świętych i wypadków z historij kościoła i kraju. U każdych drzwi było naczynie z wodą święconą srébrne, przybite wedle zwyczaju. Każdy się prawie żegnał, kto wchodził.
Służba nie chowała tu kości i kubków pod poły, jak w Radziwiłłowskich korytarzach, bo gra u Kasztellana była zakazana surowo; lecz przystojnie się xięgą pobożną, lub rozmową zabawiała. Sam Kasztellan ranku owego siedział jeszcze w swojéj komnacie obitéj ciemną materją. W izbie téj dowody pobożności gospodarza przeważały nad inne ozdoby i sprzęty. U skromnego łoża wisiał krzyż