Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sukno na nich zawieszone podniosło, weszło dwóch pajuków w barwie Radziwiłowskiéj, niosąc wodę zimną do umycia i tuwalnię bogatą do otarcia. Xiąże oblał się cały zimną wodą w milczeniu i otarł, a piękne swoje czarne włosy, które długiemi nosił na on czas, rozczesał. Nie trefił ich jak dziś, nie muskał, tylko wodą je zlał zimną i przygładził nieco dłonią. Potém wąsa młodego poprawił, wziął na się odzienie niebogate, lecz wytworne bo z przedniego sukna i atłasu szyte czarne, bóty z pięknego Kurdybanu żółtego, spinkę z soliterem czarno oprawnym, pas złocisto przetykany perski. Po czém spytał.
— Xiąże Wojewoda Jegomość czy się już przebudził?
— Już, Jaśnie Oświecone Xiąże, odpowiedział pajuk — chwila jak do niego Minister Zborowy przypuszczony został.
— Podajcie mi poléwkę, zawołać Tomiłę Tomiłowicza.
Pajucy wyszli, chwila upłynęła, Xiąże stanął w oknie od kościoła, a widząc idących doń nabożnych ludzi, z gniewem się ofuknął. —