Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Wynieśli się przed godziną.
— Dokąd?
— Nic mi nie powiedzieli.
Rżewski stał jeszcze zadziwiony i zmartwiony tym niespodziewanym wypadkiem, gdy nadszedł hrabia Panter.
— Szczęśliwy sąsiedzie pięknej panny, — odezwał się śmiejąc — cóż słychać? Nie wiesz jak się ma dziś nasz stary — zapaleniec, patryota...
— Wyjechali! odparł Rżewski.
— Jakto wyjechali! podchwycił hrabia — nie mogli wyjechać! to niepodobna. — Dokąd? jak? kiedy?
— Nie byłem w domu, nie wiem. Hrabia stał wryty — myślał i czoło mu się zasępiło... Wtem szelest jedwabnej sukni posłyszeli za sobą i śliczna, strojna, wesolutka, z oczyma jasnemi jak dwie gwiazdki, blondynka, ukazała się, prosząc o przejście, bo ci panowie sobą jej drogę zaparli...
— Numer dziesiąty? zapytała odźwiernego.
— Ci państwo wyjechali..
Hrabia z nadzwyczajną uwagą wpatrywał się w to zjawisko, którego blask olśnił też na chwilę Rżewskiego, oprzeć się wrażeniu było trudno.
Piękna Wiedenka, bo ubiór i postawa mieszkankę stolicy zdradzały, nie zdawała się ani wejrzeń unikać, ani lękać tak bardzo nieznajomych. Bawiła się wachlarzykiem i ombrelką.
— A! wyjechali? zawołała żywo — dokądże! to doprawdy dziwne!
— I my się właśnie temu nagłemu wyjazdowi pana Słomińskiego dziwimy, rzekł hrabia. Wczoraj, mieliśmy przyjemność być u niego wieczorem, mowy o żadnym wyjeździe nie było, owszem zdawało się, że dłuższy czas zabawić mieli... a tu, nagle... znikli nam.
— Być może, wtrącił Rżewski cicho, że tu dla starego nie bardzo zdrowego podobno człowieka, nadto było wrzawliwie i niespokojnie. Zbyt wielu znajo-