Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Paschalski stanął osłupiały, zmieniła mu się twarz, hamował gniew, który go opanował. Dla niego nie tyle może w tej chwili szło o rzecz samą, jak o to, że został podchwyconym i oszukanym. Człowiek takiej przebiegłości, dać się wziąć jednemu grubemu Panterowi!!
— Seryo? — zapytał oprzytomniając. — Hrabia seryo myślić możesz, iż ja jestem tak głupi, że się wygadam i sparaliżuję sobie plany moje, przez lekkomyślną paplaninę? A! to wyborne! to wyborne!
Począł się śmiać sucho i gniewnie.
— Hrabia sądzisz żeś przebieglejszy odemnie i że mnie starego wróbla weźmiesz... swoją przebiegłością.. Jeszcze by też?? Ale od czegoż by w moich żyłach ta izraelska krew płynęła, którą mnie prześladujecie?? Ruszył ramionami, skłonił się — i wyszedł.




Przez cały prawie ranek Aniela, zostawiła ojca samego, nie wiedziała nawet co robił. Dopóki siedział w domu i był z osobami obcemi, wiedziała, że może być o niego zupełnie spokojną.
Znaczniejszą część tego czasu stary spędził na zwykłej, gorącej modlitwie, później słyszała córka szelest papierów, i zdawało się jej, że czytać musiał. Gdy po odejściu Dyzi weszła do jego pokoju, zastała go palącego fajkę i spokojnie w krześle zadumanego.
— Zejdźmy na dół na obiad — rzekł stary — coś mi się po podróży jeść zachciewa, przyznam ci się.