Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tować. Nikt lojalniejszych nie ma uczuć nademnie, dałem tego dowody, jak to panu Radzcy wiadomo... nieraz z narażeniem się osobistem... ale ja moich przekonań nie taję. Warchołom potrafimy solidarnością zamknąć usta. Wszystkie projekta przejdą... — byle coś w oddaleniu obiecać dla kraju, lub choćby dla kilku pojedyńczych osób... Ja zawsze pośredniczyć będę gotów — a co się tyczy mnie samego... mam przyrzeczenie...
Dornbach nieprzyzwoicie ziewnął, hrabia spojrzał nań. Widocznem było, że jeśli słuchał, to, co najwięcej, jednem uchem.
— Spodziewam się, dodał hrabia — że na ufność zasłużyłem. W razie potrzeby, dla zoryentowania się mogę dać notatkę o kolegach.
Radzca się obejrzał, głową niby kiwnął i ziewnął jeszcze przeraźliwiej niż raz pierwszy.
Junctis viribus — to powinno być godłem naszem — mówił dalej Panter — dźwigniemy Austryę do dawnej potęgi, to tylko kwestya czasu.
Radzca uśmiechnął się niedowierzająco i pyknął, kto wie czy nie porównał Austryi do tego cygara, które i śm... i palić się nie chciało.
— Wy?? spytał krótko.
— Z wami wspólnie — rozumie się — dodał hrabia z zapałem.
— Trudno — chociażby i junctis viribus, szepnął radzca — trudno.
— Winniśmy w to uwierzyć i do tego dążyć.
— Wiara się nie narzuca.
— Ale ja ją mam! bijąc się w piersi — zawołał Panter.
— Bardzo mu jej winszuję.
— A radzca? czyżbyś jej nie miał?
Na łaskotliwe to pytanie, Niemiec pokiwał głową nic nieodpowiadając.