Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Miała ona ten wdzięk surowy kobiet, które muszą wszystkim ciężkim wydołać obowiązkom, jakie na nie wkłada sieroctwo, niedola, miłość rodziny, opieka nad cudzym losem, Nieszczęście jakie dotknęło jej ojca, uczyniło ją dojrzałą, pasowało na rycerstwo niewieście, na siostrę miłosierdzia, która o sobie zapominając, musi być milczącą ofiarą.
Znać to było na niej. Skromna, cicha, zimna nieco, a mimo to uroczo piękna, dla Rżewskiego było tajemnicą i czemś niezrozumiałem. Niespojrzała nań ani razu z tą zalotnością niewieścią, której często i cierpienie i nieszczęście nie pozbawia — zajęta była ojcem tylko. Powagą na swój wiek wydawała się starszą.
Eljasz rozpatrywał się w tej postaci dlań nowej zupełnie, znajdował ją cudnie — nieporównanie piękną i szlachetną. Zdjęta rękawiczka pokazała mu rękę prześliczną — zrzucony kapelusik, odkrył prawdziwe włosy, dorównywujące obfitością i pięknością fałszywym. Płeć była delikatna, wejrzenie czarujące, usta się śmiały tą tęsknicą pociągającą, która jest wdzięczniejszą od wesela. Pomimo to, pan Rżewski mówił sobie, że owa śliczna Panna Aniela — jest czegoś bardzo straszną.
Przestrzeń pomiędzy dwoma następnemi stacyami była niewielka. Po chwili, która się krótką wydała, pociąg stanął znowu i znowu podróżni wszyscy powysiadali, a Paschalski też przechadzać się zaczął, ukośnym wzrokiem spoglądając na wagon, w którym Słomińscy siedzieli.
Obok znajdował się wagon pierwszej klasy; drzwiczki jego były zamknięte, dopiero na tej stacyi głos się dał słyszeć z wewnątrz, dopominający się u konduktora, aby mu otworzono.
Na głos ten panna Aniela znowu zadrżała i nim ojca pospieszyła powstrzymać, stary się wychylił, rozśmiał, ręce wyciągnął.
— Hrabio Penterze! jak się masz.