Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Paschalski się rozglądał, a panna Aniela widocznie oczów jego unikała — stary milczał dumnie.
Wtem dzwonić po raz drugi zaczęto... Natręt się parł do wagonu jeszcze, gdy Rżewski coś mu na ucho szepnąwszy i odtrąciwszy go z lekka, zatrzasnął drzwiczki, i założył je...
Zarumieniony mocno Paschalsk! stał jeszcze chwilę, rozśmiał się uśmiechem przymuszonym i złośliwym — i — odszedł.
Panna Aniela odetchnęła, oczyma tylko podziękowała Rżewskiemu, który na swoje miejsce powrócił. Pociąg już ruszał, gdy stary się odezwał:
— Ale dla czegożeście nie wpuścili Paschalskiego? Wszak to on zdaje mi się? Tak! Wcale miły i porządny człowiek — a jaki patryota??
Nikt nie odpowiedział staremu, który się zadumał — a wkrótce potem znowu drzemać począł.
Panna Aniela dobyła książkę z podróżnej torbeczki, podparła się na ręku i czytać zaczęła.
Rżewski to na nią spoglądał ukradkiem, to dumał, to po okolicy rzucał okiem roztargnionem.
Ta młoda kobieta, którą widział po raz pierwszy w życiu, mocno się go już zdawała zajmować, choć w ogóle nie zwykł był na kobiety lepszego towarzystwa zwracać uwagi. — Należał on do młodzieży naszego wieku, która zużywszy się na poufałem towarzystwie łatwo przystępnych piękności wszelkiego rodzaju, wytwornie przystrojonych i udających doskonale (przez parę godzin) ideały — nie ma już smaku w rzeczywistym wdzięku niewieścim, ani poczucia piękności czystej, skromnej, dziewiczej. Wychowany przez matkę pobłażającą, dobrą i łatwowierną do zbytku, pan Eljasz pokryjomu przed nią wiele świata widział i — choć dla niej uchodził za niewiniątko, w istocie bardzo już był przed czasem zobojętniałym.
Pomimo to poważna panna Aniela zajęła go i pociągała, urokiem dlań nowym.