Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


we wnętrze kobiałki, sięgnął machinalnie ręką, dobył kawałek bułki, w której szynka była ukryta, i jeść zaczął z największym apetytem — na co sam nie zdawał się najmniejszej zwracać uwagi.
Panna Aniela wyciągnęła swoją podróżną spiżarnię do towarzysza podróży — z uprzejmem zaproszeniem, ale ten odmówił grzecznie. Pan Słomiński wydobył flaszkę z winem, nalał sobie kubek, wypróżnił go ochoczo, i jakby już zapomniał o czem tylko co mówił — bezmyślnie się w okno zapatrzył.
W tem właśnie się zatrzymano na stacyi; i z wagonów trzeciej klasy, mężczyzna w siwej kapocie, zbliżył się do drzwiczek, spoglądając w okno. Był to stary sługa pana Słomińskiego, który zobaczywszy go, uśmiechnął mu się.
— Cóż, mosanie Fedorowicz — rzekł do niego — czy i ty pochwalasz tę szaloną jazdę, którą szatan wymyślił... aby ludzi nabawić nieustającą gorączkę. Opisana jest w Apokalypsie... hę?
Fedorowicz ramionami ruszył tylko.
— Nie lepiej to nam było dawniej, mówił stary, jechać ze dworem, własnemi końmi, własną wolą, ruszać sobie rozglądając się swobodnie po świecie — niż dziś tą parą lecieć do dyaska na skręcenie karku, pozamykanym w pudełkach, pod komendą niemieckiego wartownika, który cię w niewolę zakuwa. Zawołajże tu — stój — abyś fantazyi dogodził...
— Ale za to, prędko jaśnie panie, odparł zażywając tabaki Fedorowicz.
— Prawda, tak prędko że się niewidzi nawet przepaści przed sobą, a gdy się ją dojrzy, nie czas się cofnąć.
Zadzwoniono. Fedorowicz skłonił się i odszedł tabakierkę chowając, stary jeść przestał i pociąg ruszył dalej.
— Powiadacie że u was teraz gospodarstwo lepsze — odezwał się śmiejąc stary — gdybyście moje widzieli i szkuty co szły do Gdańska i spichrze!! Ba!