Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


go i — powiem panu otwarcie, jestem najmocniej przeciwny takiemu konstatowaniu choroby przez podniecanie jej — wszelkim krokom gwałtownym, a najbardziej — wyrwaniu chorego z domu.
Dla tego też, darujesz mi pan, ale dziś wieczorem służyć mu nie mogę — a opieki nad jego bratem nie przyjmę...
Wyrazy te, wypowiedziane stanowczo, padły jak piorun na p. Eustachego.
— Jeżeli idzie o honoraria — zawołał zapominając się... proszę oznaczyć ich wysokość...
Doktor wyjął zegarek z kieszeni i skłonił się tylko nisko panu Eustachemu, z dumą człowieka, który ma za rzecz, uwłaczającą sobie, w spór się wdawać próżny. Nie patrząc już nawet na gościa, krokiem powolnym, wrócił do swojego stolika, i zadzwonił na służącego.
P. Słomińskiemu nie pozostawało już nic nad zwrócenie się ku drzwiom, które lokaj otworzył szeroko.
Dr S... podparty na dłoni, czytał dalej, niezwracając nań oczu.
Trudno odmalować stan ducha, w jakim się znalazł pan Eustachy, wyszedłszy z domu doktora. W pierwszej chwili, był tak niepewien co ma począć, że pytającemu dorożkarzowi, dokąd ma go wieźć, długo odpowiedzieć nie umiał...
O „głupie skrupuły“ jak je zwał pan Eustachy, rozbijało się nagle wszystko, co tak dotąd doskonale było przygotowane i obmyślane. Dopiero nieco się rozmyśliwszy, doszedł do tego znowu, iż w istocie nic przez to się nie zmieniło, i brak było tylko właściwie doktora, któryby chorego chciał przyjąć. Zdało mu się, że tego przecież, zapłaciwszy dobrze, znajdzie zawsze. Pozostawała jednak przeważna opinia takiej znakomitości jak Dr S. — która panu Eustachemu szkodzić mogła; opinia poparta przez drugiego lekarza, Dr