Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Anielę o rozmowę z bratem, począł go tylko wychwalać, ale o zaproszeniu nic nie wspomniał.
Było ono obrachowane na zdradę z szatańską zręcznością — pan Eustachy wyszedłszy od brata od razu osnuł plan cały. Zaprosić chciał tylko ludzi, którzy mu byli potrzebni, ze dwóch lekarzy, kilka poważnych osobistości i w ogóle tych, na których rachował, że mu będą pomocą.
Jawne skompromitowanie się wobec nich, do którego łatwo było doprowadzić pana Modesta, dawało bratu możność zajęcia się losem nieszczęśliwej rodziny, z uczucia obowiązku. Pan Eustachy o przebiegu choroby i jej symptomatach był doskonale zawiadomionym, wiedział jaką pocisnąć sprężynę, aby dobyć ten głos, którego mu było potrzeba.
Nadto był rozumnym aby się zwierzył komukolwiekbądź, nawet tak uprzejmie mu ofiarującemu się na usługi Paschalskiemu...
Tego samego jednak dnia oddając wizyty i mając zręcznie mówić z wielu znajomemi, począł już utyskiwać nad stanem brata i troską jaką go on nabawiał. Przygotowywał w ten sposób umysły do wypadku, który miał nastąpić... Nie wątpił iż pan Modest da się skusić, a nie dozwoli powstrzymać... Zwolna więc i ostrożnie z tą niespodzianką oswajał osoby, które chciał mieć świadkami objawu obłąkania.
Wybór ich nie był zaprawdę łatwym, lecz szło głównie o to, aby nikt ze sprzyjających panu Modestowi, nie starał się go opamiętać i powstrzymać. Reszta — gdy raz wygadał się stary ze swą missyą i metamorfozą, szła już sama z siebie. Przez cały ten dzień powtarzał pan Eustachy waryacye z jednego tematu, — o nieszczęśliwym stanie brata swego, prawdopodobnie mogącym się skończyć obłąkaniem, o obowiązkach jakie to wkładało na niego, zajęcia się losem córki i sprawami nadwerężonej szalonem gospodarstwem i ofiarami patryotycznemi fortuny. Każdemu z osobna mówił to w największym sekrecie, wzdycha-