Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/86

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    jemnością«. Jestem skazany na wiekuisty post serca...
    Garbusowi zdawało się, że powinien był przyjaciela rozweselić i czarne jego myśli rozpędzić. Spojrzał nań, Wolski stał znowu pogrążony i jakby już nie wiedzący, co mówili i z czego się uśmiechnął przed chwilą.
    Westchnienie głębokie wyrwało mu się z piersi.
    — Wiesz — zawołał — wypowiedziano mi dom. Scena była przykra — jeszcze mi się zimno robi, gdy o tem pomyślę... Helma kazała mi przyjść pod jakimś pozorem... wiedziałem, że tam na mnie złem patrzą okiem posądzając, że nikczemnie korzystałem z ich obowiązków, jakie mają dla mnie, aby nie o córkę ale o posag jej się starać.
    Cóż chcesz! ma to pozór taki w istocie! Jestem ubogi — ona bogata! Bóg widzi, że ile razy przyszło mi próg tego domu przestąpić, dreszcze przechodziły po mnie. Lecz Helma kazała, dla niej rzuciłbym się w ogień.
    — I rzuciłeś się w istocie — w piekło... mruknął Wojtuś.
    — W przedpokoju — kończył po cichu Wolski — spotkał mnie pan radca, sztywny, zimny, gniewny. Zobaczywszy mnie,