Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/251

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    zupełnie przed sobą wyspowiadała się nawet z celu i znaczenia tego kroku...
    Dr Arnheim tego dnia jednak przeciwko zwyczajowi swemu nie przyszedł wcale. Zdziwiło ją to trochę i dało do myślenia. Lękając się, aby i nazajutrz nie chybił, napisała na miejską pocztę do »dostojnego przyjaciela«.
    Radca tymczasem chodził niespokojny... i wcale był z córki niezadowolniony... Na oznaczoną godzinę dr Arnheim nadszedł, lecz dziwnie jakoś sztywny... i chłodny... Helma podała mu rękę. Z twarzy wyczytać mógł stan jej duszy...
    — Przepraszam was, dostojny przyjacielu, żem was w imię tego świętego uczucia przyjaźni, które nas łączy... wezwała... odezwała się Helma. — Chcę zasięgnąć twej rady. Znasz położenie, żądają po mnie, abym zrobiła pierwszy krok do zgody, podała rękę temu człowiekowi, który mnie nigdy nie zrozumiał, nie ocenił i ocenić nie będzie w stanie... Każą mi to czynić dla dzieci... jak gdyby dzieci potrzebowały odemnie tej ofiary...
    Dr Arnheim przybrał postać nadzwyczaj poważną i składaną — zasiadł jak sędzia trybunału... Helma mówiła, słuchał nie przerywając, przestała mówić, zdawał się jeszcze