Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/250

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ca — małżeństwo, gdy się godzi, nie powinno mieć świadków. — Każdy obcy, choćby matka nawet zawadą będzie...
    Namyślała się Helma jeszcze...
    Nie chcemy tłumaczyć charakteru tej kobiety, wypadki same dosyć go wyjaśniają... Żyła ona głową więcej niż sercem, głową kochała i była istotą zimną, choć chwilowo uczucie wyrabiało się w niej z pomocą myśli. Przywiązanie jej dziwnego rodzaju rozpryskało się za najmniejszem trąceniem o miłość własną. — Wolskiego kochała niegdyś, znużył ją uległością może i pokorną rolą, którą odegrywał, upokarzał ją swą nicością. — Ze wspomnień nie zostało w sercu nic — i ideałem teraz był dla niej dr Arnheim... Wrócić do Wolskiego po tych przejściach upokorzoną, z wieczną obawą, aby znowu kruche węzły łączące ich nie pękły za lada targnięciem... nie miała wcale ochoty.
    Na nalegania więc rodziców odpowiedziała milczeniem upartem a w ostatku prosiła o czas do namysłu.
    Radca uważał to za zwycięztwo.
    Helma w istocie pragnęła sam na sam zasięgnąć rady dr Arnheima, którego zwała swym »dostojnym przyjacielem«. Nie przyznała się do tego rodzicom a może nie