Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/176

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Proszęż cię, odwiedź nas.. może inaczej się przekonasz o mojem szczęściu... Ja cię także będę często odwiedzał. Radca nie pozwala mi, abym się zajmował praktyką. Wątpię też, bym ją znalazł w Berlinie obok tylu sławnych lekarzy... Proletaryat, gdybym wyznaczył godziny (Sprechstunden), możeby się nauczył ciągnąć do mnie, ale radca utrzymuje, że mu schody walać będą i zabłacać... Dzieci mają bony i nauczyciela, ja w domu mało czem się zajmuję, jestem zupełnie swobodny...
    — Tem lepiej, ja także wiele mieć będę godzin wolnych, zatem — do widzenia...
    Wojtuś zszedł z głową spuszczoną. Rozmyślając o szczęściu towarzysza, dziwnie usta wykrzywiał...
    — Miałem wielki rozum jednak, żem się nie ożenił — rzekł w duchu — muszę sobie oddać tę sprawiedliwość. Mój Boże! a ta Lutka taka była śliczna... i tak się uśmiechała, jakby mnie istotnie chciała uczynić szczęśliwym! Ale ba! stary wróbel nie dam się wziąć na plewy... Nie — nie...