Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/163

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    dowód zaufania odrzuconym być nie może. Trzeba się więc było pakować i jechać w dziesięciu walczyć przeciwko dwóchset ludziom umyślnie głuchym i dobrowolnie ślepym.
    Mówiliśmy już, że rezygnacya w rzeczach nieuniknionych była przymiotem Wojtusia. Jak skoro dojrzał, iż rzecz być musiała, stawał naprzeciw niej, zakasując rękawy do walki na śmierć i życie. Tegoż samego dnia miał tłumok ułożony i dorożkę zamówioną na kolej a nazajutrz był już w Berlinie. Tu wybrawszy sobie jak najtańszy i jak najmniej obrzydliwy lokal w hotelu niezbyt oddalonym od prowizoryjnego parlamentu, Wojtuś dopełniwszy wszystkich obowiązków urzędowych... pomyślał, jakiemi słodyczami mógł sobie nieco pobyt w tych koszarach uprzyjemnić a przynajmniej znośniejszym uczynić... profesor Cylius był jednym z pierwszych na liście, ale też zaraz przypomniał sobie Wolskiego.
    W trzy dni później nad wieczorem dążył już ku kościołowi św. Jadwigi i szukał kamienicy radcy komercyjnego. Dobra pamięć dozwoliła mu ją łatwo rozpoznać. Wiedział, że Wolski mieszkał na drugiem piętrze. Dom wewnątrz był bardzo starannie utrzymany, a na drugie piętro pro-