Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/150

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    zna tylko podobno z tego obrazu, jaki skreślił Freitag w Sollundhaben, i to ją takim natchnęło wstrętem.
    — Nie przeszkodziło jednak pójść za ciebie — przerwał doktor.
    — Zdaje mi się, że Freitaga później przeczytać musiała.
    — Ale się nie możesz skarżyć przecie, aby to osłabiło uczucie jej dla ciebie...
    — O! bynajmniej — począł Wolski gorąco — to kobieta z sercem anielskiem, ja jej nie wart jestem...
    — Mój drogi — odezwał się garbus — co do serca z pewnością nie ustąpisz nikomu.
    — Głową, inteligencyą — zdolnościami, polotem myśli mnie prześciga — mówił Wolski. — Dla tego fraszką są ofiary materyalne, jakie uczyniła dla mnie, nieocenionem prawdziwie jest jej poświęcenie na tę samotność, brak ludzi, właściwego towarzystwa... świata inteligencyi, do którego jest stworzoną... Ona wśród nędzy tego powszedniego żywota, nieraz wśród kłopotów, które mi całą przytomność i ochotę do życia odejmowały, umiała zachować spokój ducha, który wzbudzał we mnie uwielbienie...
    Garbus zmilczał, wszystko to jakoś mu się dziwnem wydawało i nie zupełnie zrozumiałem, jedno tylko było jasnem, że