Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/135

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    znam ci się, że nie wiem, dlaczego Helma wstręt ma i uprzedzenie przeciw Polakom... może nie bez przyczyny... my...
    — Stój, — zawołał Wojtuś — zostaw Niemcom te wyrzekania na nas i zapożyczane czarne malowidła od stu lat powtarzane... Nie lubię ich słuchać...
    Wolski zarumieniony przerwał.
    — Więc i książek nie czytujesz! — podchwycił garbus.
    — Nawet ich nie widuję, z początku mi było tęskno... teraz, gdy gorsza stokroć tęsknota za chlebem dokucza, zapomina się o wszystkiem...
    Gospodarz nie wiedział już, o czem mówić, tak go stan tego biedaka na pół już zniemczonego, zobojętniałego poruszył i obruszył... Pół godziny spłynęło na ogólnych gawędach o wojnie, o medycynie, o dawnych towarzyszach i ich losach, zdala się dał słyszeć bęben w ulicy, i Wolski pospiesznie pożegnał dawnego przyjaciela, który daleko chłodniej teraz rozstawał się z nim, niżeli go witał.
    W r. 1865 garbus, który chciał i potrzebował się rozerwać, razem ze szwagrem swym, teraz już jakoś lepiej będącym w interesach, postanowił latem odwiedzić Szwajcaryę saską. Chociaż wycieczka była bardzo blizka, nigdy nie miał sposobności,