Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/130

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    stanowisko w szeregu prostego żołnierza, nie w ostatniej kolumnie.
    Ile razy wypadało mu z obowiązku jako lekarzowi ubogich pójść na Chwaliszewo a przechodzić mimo kamieniczki, zajmowanej niegdyś przez Rejentową, zawsze mu na pamięć przychodziła ostatnia bytność u niej i ten biedny Kajo, który jakby w wodę wpadł, wcale o sobie nie dawał znać i dość długo żadnej o nim nie było wiadomości.
    — Co się z nim też stało? — mówił w duszy Wojtuś — zachciewa mi się, choćby przez ogłoszenie w dzienniku huknąć do niego, lecz któż wie, jakie on czyta i czy ma czas jakiekolwiek dzienniki czytywać?
    Tak lat kilka upłynęło. Wojtuś dorobił się pracą przynajmniej tyle, że się o swój chleb powszedni nie potrzebował troszczyć. Całem nieszczęściem dlań było, że miał serce czułe i garb na plecach. Zakochiwał się co roku w jakiejś pięknej pannie i musiał w pomoc przyzywać rozum, ażeby nie puścić się w niedorzeczne konkury a nie narzucić biednej jakiej dziewczynie, którąby, jak mu się zdawało, uczynił nieszczęśliwą.
    Wprawdzie teraz mając nadwornego krawca, który z jego plecami bliższą zabrał znajomość, doprowadził z pomocą waty i pikowania umiejętnego garb swój