Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/100

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    gło, pocóż truć kilka godzin spokojnych krótkiego życia biednej kobiecie?
    Na ścianie uśmiechał się wizerunek Kajetana w latach młodzieńczych, z odłożonym kołnierzykiem, z puklami włosów na ramionach.
    Profesor rysunku zrobił go był dla wdowy, bo chłopczyk był bardzo ładny. Kajetan jeszcze teraz zachował te rysy niemal dziecinne, jak w duszy całą naiwność dziecięcia. Po cóż ze swym chłodnym rozumem miał on się tu wciskać... nie mogąc ręczyć, czy widział jaśniej nim niż Wojtuś sercem?
    Im dłużej patrzał... tem niepewność mocniej go dręczyła.
    Pod oknem na stoliczku leżała zwinięta porządnie siatka, okulary i książka. Zdało mu się, że widzi Rejentową w białym czepku zadumaną nad robotą o swoim Kaju.
    Powiedział sobie, że denuncyacya na nicby się może nie zdała a przyczyniłaby łez i niepokoju... Słowem, siedząc tak pod piecem podparty, spostrzegł dopiero, że może jechał zupełnie na próżno i że powinien był wszystko to wcześnie rozwarzyć. Ale naprawdę dopiero widok tego pokoju — wprawił go w to zwątpienie.
    — Na drugich gderzę — a jakie też ze