Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wilizowany, jest istotą i w towarzystwie wielce miłą i zawsze szczęśliwą... ale egoistą przyzwoitym nie każdy być potrafi. Ja nawet nie doszedłem do tej doskonałości choć się o nią staram i dobijam jej, ideały zawsze są nie poścignione.
Widzicie już państwo całe moje życie jak na dłoni, bom był wierny moim zasadom zawsze. Ale któż nie podpada słabości, i ja, mąż żelazny, miałem raz w życiu chwilę niedołęztwa serdecznego... a wypadek ten jako prawie jedyny muszę państwu opowiedzieć.
Od bardzo młodych lat powziąłem to przekonanie, iż nie ma nic wygodniejszego dla sybaryty nad podróże, najswobodniejszym człowiek jest w obcym kraju. Naprzód nie ponosi się mnóstwa ciężarów, które nań we własnym spadają, obywatel świata, gość pożądany wszędzie, protegowany przez poselstwa, dobrze widziany przez obcych co na jego pieniądze polują... jeździ, bawi się, zdala rozsłuchuje o sprawach ojczyzny i zdrowiej nawet o nich sądzić może niż ci co tam wśród jej zawieruch pracują. W dodatku człowiek tak włócząc się nabywa pożądanej obojętności na wszystko i oducza się rozczulać lada czem, mazgaić, sympatyzować, pomagać, poświęcać itp. co jest wielkiem i niedorównanem głupstwem. Szanowny naród angielski może w tych nieustannych wędrówkach nabył niezmiernej praktyczności, którą się odznacza.
Straciwszy zawczasu ojca, który niedożył rewolucji lipcowej i zmiany dekoracji, mając tylko matkę kobiecinę spokojną, zamkniętą w swym starym dworze na przedmieściu St. Germain, ledwie dorósłszy puściłem się w świat już gdy nowa gałąź dynastji zasiadła na tronie... Miałem pieniędzy dosyć, humor we-