Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wet cesarzowi Napoleonowi do urzeczywistnienia w części jego programu, zlania przeszłości z przyszłością i wydano ją za generała cesarstwa, który był synem kowala, ale wcale przyzwoitym człowiekiem. Powrót Burbonów zwrócił nas na dawną ścieżkę legitymizmu, chociaż Ludwik XVIII podobno nie zbyt łaskawem na mego ojca spoglądał okiem, nie sądzę, żeby to nadto martwiło mojego rodzica.
Wcześnie dosyć postrzeżono, że mi się obiecywał wyrosnąć garb na plecach i męczono mnie daremnie, ażeby gwałtem zrobić prostego i głupiego człowieka. Wiadomo bowiem państwu, że my garbaci od prapradziadka Ezopa mamy przywilej złośliwości i dowcipu. Orthopedyczne doświadczenia ze mną nie powiodły się, nie zgłupiałem, ale garb rosnął jak na złość wyśmienicie, trzeba się było z tym darem natury pogodzić. Obchodził on więcej podobno krawców co mi suknie szyli, niżeli mnie. Ubogi możebym się nim martwił, wiedziałem, żem był bogaty, i żartowałem sobie z niego. Garb dał mi bardzo zawczasu sąd o życiu i świecie bez złudzeń, jemum winien, że nie miałem wcale zawodów, bom od razu do najgorszych rzeczy był przygotowany.
Jestem dziś tego przekonania, że komu los dał pieniądze, niezawisły i niczem nie zamącony sąd o ludziach, temu nie najgorzej być może w życiu. Nie należy tylko od niego wymagać więcej niż ono dać jest w stanie, nie trzeba chcieć raju, ani marzyć niebios na ziemi, a wcześnie zabić w sobie gniew, na nic się nie oburzać, niczemu nie dziwić, i śmiać ze wszystkiego.
Przyjemny zasłodzony egoista, nie dziki ale cy-