Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łości sztuki wszystko co się tknie z ukochaniem robić się powinno... i to co za trzy grosze robimy w niedostatku i to co za milion tworzym doszedłszy do sławy i wziętości.
Nie jeden zaniedbując się w pracach dla chleba powszedniego, gdy zapragnie później pracować dla sławy, nie znajdzie w sobie ducha, którego sam zasuszył, zacisnął, sam udusił własnemi rękami...
Ale to są nasze tajemnice i sprawy, dodał...
Radbym państwu czemś tę gawędę zabarwić, a doprawdy mi trudno, jestem więcej artystą niż człowiekiem... Westchnął i rzekł ciszej:
— W mem życiu jest tylko jedno wspomnienie, podzielę się niem z wami... nie śmiejcie się z niego proszę, bo by mnie to bolało.
Gdym pierwszy raz samoistniej pracować poczynał, wszystkiego mi brakło, miejsca, materjału, wzoru... Wielką oszczędnością dobiłem się przecie do najęcia najgorszego studjum w całem mieście, ale i to dla mnie było dobrem, bom się nauczył nie wymyślać...
Miałem wszystko już... ale myśl, ten gość z nieba... idea nie przychodziła, a potrzeba było wystąpić z oryginalną pracą, aby otrzymać choć mały zasiłek na ową podróż do Włoch, która dla rzeźbiarza zwłaszcza jest koniecznością... Kto nie widział muzeum Pioclementino i bronzów w Neapolu, nie wie jeszcze czem była rzeźba w świecie klasycznym... brak mu jednego zmysłu... jemu muzea europejskie nie starczą za te dwa... one dają przeczucie, te tylko dają wiedzę przebieżonej drogi... wszystkiego co uczynione już było... i czego świętokradzko powtarzać nie wolno.
Męczyłem się okrutnie szukając pomysłu do pra-