Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak, dodał, dopowiedział on wybornie myśl moją... Skarżą się miałkie umysły, że wszystko już wyczerpane, że naśladownictwo tylko pozostało nam, cośmy przyszli za późno, że geniusz ludzkości zleniwiał: ale skargi to są tych, co dalej za skorupę tego co jest nie przejrzeli... Mamy ogromne lasy dziewicze do zdobycia... Dam jeden przykład: w starożytności krajobraz był prawie nieznanym, jest on nową zdobyczą.
— Ale sztuka się poniewiera stając naśladownicą, rzekł garbaty.
— Tam gdzie ona tylko naśladuje, a nie tworzy, nie jest sztuką, jest sztuczką, odparł Spauer... Sztuka zdobywa formy a wlewa w nie myśl swoją, pełniejszą, potrzebne one są jej jak ciało... ale nic nie znaczą bez ducha...
Hrabina Żywska tem uważniej zdawała się zajęta rozmową, im goręcej śledziły ją oczy pargaminowej mumji. Pomimo żywego przedmiotem opanowania, przytomni przeczuwając jakiś dramat między temi dwoma istotami, śledzić je nie przestawali... Garbus nie spuszczał ich z oka... Sir Price lubował się tą biesiadą, nie dla wartości tego co się tam mówiło może, ale dla tego, że ona stanowiła uwieńczenie tego cudownego wieczora i przypadała doń wybornie. Pani Florence dzieliła rozradowanie męża... a młodzieniec nawet powoli przekonywając się, że traf nienadto pospolitych ludzi do koła tego stołu zgromadził, godził się z nimi i z myślą ojcowską. Jak wszyscy Anglicy młody dziedzic imienia Pric’ów szanował inteligencję i uznawał jej wartość w życiu. Któż wie, może ogniste czarne oczy hrabinej, które powoli wszystkich oczarowywały i jego dumę złamały... Milcząca ale co-