Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


powoli, zaprawdę, ale do góry nogami a w dół głową jechać jest nieprzyjemnie.
— Mówcie! mówcie! cóżeście tam widzieli? podchwycił wice-hrabia, wszyscyśmy ciekawi bardzo.
— Nim przystąpimy do opowiadania, ja proszę na podwieczorek, odezwał się Sir Price, jest już gotowy, o ile mogłem się dowiedzieć od Włochów, jest to podobno pierwszy tego rodzaju na wierzchołku Wezuwjusza, nikt dotąd tu nie popasał, jesteśmy pierwszymi ludźmi, którzy na krzesełkach i u stolika pić będą herbatę ogrzaną cieplikiem Wezuwjusza.
Elle sera d’un gout mediocre! szepnęła panna Joly, — siarka przejmuje wszystko, dusim się od niej, herbata będzie z siarką.
W istocie Anglik z wielkim kosztem urządził na boku coś na kształt stolika, kilka krzeseł tego rodzaju, w jakich noszą podróżnych na górę, stały przygotowane dla dam, woda kipiała w imbryczkach, frukta, wina, sery, salami, przypiekały się w tej atmosferze, której wyziewy przejmowały wszystko, ale Sir Price tryumfował z podwieczorku. Dla mężczyzn były ciepłe kamienie w gorącym leżące popiele.
Wszyscy powoli gromadzić się zaczęli dokoła tej improwizowanej przekąski, ale nikt jakoś z wielkim apetytem do niej nie przystępował, budziła więcej ciekawość niż apetyt. Włosi uśmiechali się i szeptali, zarobili tego dnia sporo pieniędzy.
Po chwilce kobiety usiadły, reszta towarzystwa stanęła dokoła.
— Kto przyrzekł powinien dotrzymać, odezwał się garbus, pora rozpocząć historję, a zdaje mi się, że pa-