Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/95

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ale zarazem czekał ciekawy, co tu młodego chłopca sprowadzić mogło.
    — Mój Siemionie — odezwał się wreszcie siadając na ławie Eugenek... — ja tu jestem w rodzicielskiem gnieździe, jak obcy. Wiesz jak mnie wychowano. Rzadko i krótko dzieckiem bywałem w Mielsztyńcach; ojca o nic pytać nie śmiałem: matka nadto jest smutną i przybitą, ażebym mógł ją badać; a przecieżbym wiedzieć coś powinien o tej przeszłości, która jest dla mnie tajemnicą. Wszystko, co mnie otacza, budzi ciekawość, nie zaspokajając jej. Roją się myśli dziwne, drażni mnie to. Ty, mój dobry staruszku, mógłbyś mi wiele wyjaśnić, wiele mnie nauczyć... Chciałem — dodał — prosić cię, żebyś mi wytłumaczył to, na co ja patrzę, a czego zrozumieć nie umiem.
    Siemion, wysłuchawszy go, spuścił głowę smutnie; widocznie walczył z sobą.
    — Cóż ja wiem? — rzekł — plotki, które po cichu pokolenie pokoleniu podawało, a w ustach ludzkich prawda nawet, przechodząc przez nie, nabiera coraz odmiennych kształtów i trudno się jej dobadać gdy postarzała niespisaną. Zresztą, mój dobry panie, czy ci potrzeba zawczasu już wiedzieć wszystko, trapić się i obawiać? Nakoniec, nakoniec ja się lękam... a gdybym chciał, nie potrafię w starej głowie znaleść tego, co w nią włożyłem za młodu.
    — Mój drogi — przerwał Eugenek — ty mi musisz powiedzieć, co wiesz... to mi zrobi ulgę. Jam już nie dziecko, znieść potrafię, co boli i odróżnić fałsz od prawdy; może wyglądam młodo, ale i mnie sieroctwo i samotność uczyniły przed czasem człowiekiem.
    — Cóż ja wam powiem?... — przebąknął stary — i czy to pora po temu? Pytaj mnie, jeśli chcesz, ja ci nic nie zataję. Ale godzina późna, spostrzegą, że was nie ma, będzie niepokój w zamku... a pan Zaranek...
    — Pan Zaranek nic mi nie zrobi, — rzekł Eugeniusz — jest moim towarzyszem, nic więcej; praw nademną nie ma żadnych, a rad jest, gdy swobodną chwyci godzinę, by się w swych książkach zatopić...