Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/94

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    i weselić?... Ale, prawda! zostałeś się ty sierotą... a sieroty dojrzewają prędko.
    I szepcąc tak z uczuciem, zbliżył się do chłopaka, aby jego rękę ucałować. Eugenek dopiero się ocknął i poznał staruszka, którego dawniej rzadko kiedy widywał.
    — A no, paniczu mój złoty — rzekł burgrabia — możeby wam czas iść i spocząć? Cóż wy tu tak po nocy dumacie? Chłód i smutek... nie nakarmi to duszy, a ot ja już muszę i zamek zaryglować. Chłopak wstał milczący, zawahał się nieco i cicho odezwał się:
    — Zamykajcie, ale ja z wami pójdę, potrzeba mi się z wami rozmówić.
    — Ze mną? — spytał zdziwiony staruszek — ze mną?
    — Chodź! — krótko odparł Eugenek — zamykaj i chodź!
    Niespokojny Siemion musiał być posłusznym. Pospiesznie drzwi za sobą zamykając, poprowadził panicza po wschodach do suchych suterenów od ogrodu, w których mieszkał. Izdebka, do której schodziło się po kilku kamiennych stopniach, mimo że na wpół w ziemi i sklepiona, była dosyć schludna i wesoła. Za nią druga, mniejsza, zawierała sypialnię staruszka. W pierwszej stolik, ławy, kufer, klucze na kołkach rozwieszone, krucyfiks i obrazy świętych z kropielnicą przybitą u drzwi, całym były sprzętem.
    Eugeniusz nie przypominał sobie, czy tu był kiedy. Ubogie to pomieszkanie obudzało jego ciekawość; Siemion wyglądał tu ze swą pobożnością na prawdziwego zakonnika. Wszedłszy dość odważnie i z mocnem jakiemś postanowieniem do starca, w chwili, gdy miał usta otworzyć, chłopak się zająknął, zarumienił, i widocznie był zmięszany. Pierwszy to był prawie czyn jego w życiu, podjęty na własną odpowiedzialność, nie dziw więc, że przy spełnieniu jego trochę odwagi zabrakło. Starzec patrzył na niego długo, uważnie, z rodzajem rozczulenia, zdawał się w tej twarzy badać przyszłość rodziny, którą Eugeniusz w sobie nosił,