Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/85

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Nie wiem, czy potrzebuję pani przypominać te dzieje, o których mnie dziś zimno jeszcze i obojętnie mówić niepodobna. Pamiętasz pani, żem powrócił z pierwszej podróży pełen życia i młodości. Żył jeszcze wówczas dogorywając mój ojciec. Staliśmy z nim razem na krawędzi przepaści, która dla mnie była zakrytą. On ją już widział, czuł raczej oddech jej pod sobą; całą jego nadzieją byłem ja; jam miał podnieść i dźwignąć starą tarczę Gryfów, aby się nie strzaskała na wieki... Ale mnie naówczas rodzina, jej losy, jej sława, jej wielkość były obojętne zupełnie — ja tylko żyć i być szczęśliwym pragnąłem. Naówczas to, objeżdżając sąsiedztwo, pierwszy raz zajechałem do domu waszego rodzica, i zobaczyłem — panią. Pamiętam jeszcze dziś tę chwilę, bo była stanowczą dla mnie; zostałem oczarowany, podbity — wyjechałem od was oszalały. Zapomniałem o wszystkiem, pragnąc się tylko zbliżyć do was. Wszystko zdawało się nam sprzyjać w początku; ojciec wasz był mi przychylnym... wy... — mamże i to przypomnieć — że serce wasze pierwszy raz w życiu biło dla mnie? żem je pozyskał, żem słuchając jego uderzeń, spędził jedyne chwile szczęśliwe, których wspomnienie całe życie mi truć miało?... Mogę powiedzieć, że byliśmy oboje szczęśliwi; z młodością w sercach, z marzeniem w głowach, z piosenką na ustach, z wiarą w siebie i przyszłość przebyliśmy aż do tej chwili, gdy po raz pierwszy na progu waszego domu zjawił się ów nienawistny Spytek...
    Wdowa spojrzała nań groźnie.
    — Dlaczego się mam taić z tem, co czuję? — podchwycił Jaksa. — Tak, choć umarł, był i jest mi nienawistnym... i będzie nim.. Przychodził z bogactwy, z imieniem, jak handlarz, podkupić mnie, który przynosiłem tylko serce i ubóstwo ciężkie do dźwigania. Zdaje mi się, że gdy się zjawił, już losy nasze były rozstrzygnięte.
    Pani Spytkowa uśmiechnęła się pogardliwie, spojrzała dumnie i szepnęła: