Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/84

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Widzę, że i pan dziś z ciekawością oglądasz nasze pamiątki rodzinne. W istocie, warte są one widzenia i poszanowania. Gdybyśmy wierzyli, że nic się nie dzieje bez przyczyny, że nic nie trwa bez zasługi i nie ginie bez winy, musiałbym wnioskować, że rodzina Spytków ma swe zasługi.
    Była to dumna, dziecinna odpowiedź na owę lekcyą w grobowej kaplicy. Kasztelanic bystro, z góry spojrzał na młodego chłopaka i odparł z uśmiechem ironicznym:
    — Niezawodnie, tych jej nie zaprzeczam.
    Tem obojętnem słowem zamknął mu usta, ruszył ramionami i więcej się już do niego z rozmową nie zwracał.
    W sali czekała na nich Spytkowa, a po twarzy jej, zawsze pogodnej i równie surowej, nie było można poznać, że przybyły uczynił na niej jakiekolwiek wrażenie. Przywitała go zimno, była panią siebie, wydawała się nawet od ostatniej rozmowy ostygłą i zobojętniałą. Zdaje się, że umyślnie kazano podać podwieczorek w altanie ogrodowej, aby w czasie przechadzki więcej mieć swobody do niepostrzeżonej rozmowy, która dosyć długą być miała. Jakby naumyślnie złożyło się to ze złym humorem Eugeniusza, który kasztelanica porzucił wprędce i zajął się cały gorącą rozprawą z p. Zarankiem o dziele Buffona, które właśnie razem czytali. Poszli przodem ulicą, zostawiając panią Brygitę z jej towarzyszem, a ten zaledwie ujrzał się z nią sam na sam, natychmiast z tego korzystając, zwrócił się do niej i rzekł:
    — Jestto więc jedyna chwila w życiu dana mi na wytłumaczenie się z przeszłości. Korzystam z niej, bo i ja mam prawo żądać wysłuchania, choć zawczasu potępiony. Wyrok może pozostać takim, jakim był napisany przed dwudziestu laty... idzie mi tylko o to, bym się przedśmiertną oczyścił spowiedzią...
    Pani Spytkowa nie odezwała się słowem, patrzyła w ziemię idąc powoli, a Jaksa mówił ciągle: