Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/37

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Konie leciały cwałem, Iwo śmiejąc się poganiał.
    Postrzegł się po czasie pan Repeszko, że padł cale niespodzianie w szpony człowieka, od którego wszyscy jak od ognia uciekali, a stało się to nie wiedzieć jak, i pochwycił go bezbronnym. Nie miał innego ratunku, tylko wedle zwyczaju swego w trudnych razach, odmówić „pod Twoją obronę“ i dziewięć „Zdrowaś Marya,“ z krótką modlitwą do św. Antoniego. W istocie wieści, jakie po okolicy krążyły o kasztelanicu, nie nęciły do jego znajomości. Mało o nim wiedziano, oprócz że z możnej pochodził rodziny, że długo za granicą w Hiszpanii, we Włoszech, we Francyi przebywał, majątek do szczętu utracił i podobno w skutek jakiejś nieszczęśliwej miłości dostał jakby lekkiego pomięszania, a raczej chronicznej rozpaczy, która w najdziwaczniejsze przybierała się formy. Zapamiętały myśliwiec, spędzał dnie zimą i latem na koniu w polach i lasach samotny, a gdy mu się kto ważył sprzeciwić lub wleźć w drogę, mścił się nielitościwie. Chwilami był to człowiek najlepszego towarzystwa i wychowania, grzeczny, wykształcony, dowcipny... napadami gbur, szyderca, okrutnik. Ludzie, jak go najdalej zobaczyli, kryli się i uciekali przed nim.
    Iwo Jaksa Gryf Życki, kasztelanic p......, gdyż tak się zwał, po kądzieli odziedziczył w Lubelskiem dobra Rabsztyńce, niegdyś Firlejowskie; te ojciec jego zadłużył, a on całkowicie stracił. Gdy mu je zatradowano, nie opierał się, ale zapowiedział wierzyrzycielom, że bądź co bądź w Rabsztyńcach zamek, ogród i obejście dworskie zostawi i tych zabierać nie dopuści.
    — Jest to moje gniazdo rodzinne. Zwierzęta nawet mają nory; ja też muszę mieć legowisko i Rabsztyniec nie dam, a zechcecie najeżdżać, będę się bronił, i nie oszczędzę nikogo.
    Skutkiem tej groźby, został zamek przy panu Jaksie, a dziedzic Rabsztyniec musiał się pobudować na nowo, opadal nieco.