Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/159

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    i domu, przez którego stracił on matkę... i pozostał sierotą...
    Krzyż ten oszczędzał mu bolesną chwilę pytania, zdejmował z jego bark ciężar, ale mu wydarł nadzieję przebaczenia i przejednania się na ziemi. Stanął u stóp jego i zadumany, nierychło posunął się zwolna ścieżynką wiodącą ku górze... Wszystko tu teraz inaczej, po wiejsku skromnie, ale mile i porządnie wyglądało. Z zarośli porobiono klomby, które się bujnie rozrosły...
    Pośród nich widać było dom murowany, przerobiony ze skrzydła ocalonego zamku, ale wyglądający bardzo dostatnio i wdzięcznie. Znać było z powierzchowności, że nad nim troskliwe oko, serce i ręka czuwały. Ale w tem podwórzu zasianem kwiatami, które wczesny październikowy mróz powarzył, nie było żywej duszy; jeden stary, wychudły pies leżał w progu, podniósł głowę, zaszczekał i burcząc oddalił się.
    Eugeniusz wszedł do sieni, i tu jeszcze nie zastając nikogo. Machinalnie, instynktem wiedziony, z bijącem sercem wstąpił na wschody; milczenie głuche panowało w całym domu. Otworzył drzwi pierwsze, nikt ich skrzypnięcia nie posłyszał, nikt przeciw niemu nie wyszedł. Z tego pokoju otworem stały drzwi drugie do owalnego salonu, w którym niegdyś długo przemieszkiwał Iwo. Widać było okna w nim przysłonięte. Eugeniusz stanął. Obawiał się iść dalej i odezwać, lękał pytać. Jak zmartwiały wrósł w posadzkę.
    Z mroków sali powoli podniosła się od łoża stojącego w kącie postać wyniosła, czarna cała... Owal białej jak marmur twarzy ujrzał z daleka i domyślił się w nim raczej, niż poznał swą matkę. Długie jej, piękne, niegdyś kruczej czarności włosy spadały na ramiona zbielałe, srebrne. W tej koronie śmiertelnej wyglądała majestatyczniejszą, uroczystszą jeszcze, niż niegdyś... królową.
    Co jej oznajmiło o przybyciu syna, który stał, nie śmiąc przestąpić progu?.. Serce może... Nie zdzi-