Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/148

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    W Rabsztyńcach działy się dziwy... ale mało kto mógł o nich wiedzieć bliżej, bo państwo Jaksowie z nikim stosunków nie mieli w sąsiedztwie. Rzadko na rannych mszach widywano ich w kościele. Postrzegali ciekawi, że Iwo odmłodniał, i że choć powierzchowność miał bardzo ubogą, jednak staranniejszą niż przedtem. Pani Spytkowa, która niegdyś poszóstnie przyjeżdżała z rękodajnymi dworzanami do parafii, teraz z mężem, jak prosta szlachcianka. Ale w tej sukni ubogiej jeszcze była królową, tak niosła głowę wysoko. Ludzie mimo woli rozstępowali się przed nią... a czapki same się przed tym majestem niewieścim chyliły.
    Jeden tylko człowiek, gdy mu się z Jaksami spotykać przyszło, wciskał się w tłum, aby ich wejrzenia uniknąć i nie truć się tym widokiem; był nim bogobojny i spokój miłujący p. Nikodem Repeszko, który nigdy kasztelanicowi darować tego nie mógł, że nie dopuścił, aby całe Mielsztyńce połknął i rzucił mu tylko, jak naówczas mówił, odcięte skoki...
    Temu czci najgodniejszemu Repeszce jakoś w Lubelskiem w ogóle się nie powodziło. Między ludźmi nie miał miru, u duchowieństwa, choć pobożny, nie dorobił się wielkiego zachowania, a w sąsiedztwie niewiedzieć zkąd rozeszła się nań potwarz, iż był chciwym i niebezpiecznym, tak, że choć ze słodkimi wyrazy na ustach przybywał, wszędzie go okrutnym zbywano chłodem.
    Co dziwniejsza, nikt u niego pieniędzy pożyczyć nie chciał, nikt pomocy jego w ciężkim razie nie wezwał, choć się z nią serdecznie napraszał, nikt w żaden interes wchodzić z nim nie życzył. To mu życie zatruło; sechł biedny, nędzniał, modlitwą się publiczną pocieszał, krzepił, okazując jawnie w jak dobrych z panem Bogiem jest stosunkach, ale koniec z końcem chudł, mizerniał, i dostawszy jakiegoś defektu na wątrobie, mimo lekarzy, którzy mu różne cudowne zapisywali medykamenta, oddał ducha nie wiadomo komu, a majątek dalekim krewnym. Zapewniano, że przybyli