Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/120

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Dla różnych przyczyn — rzekł ciszej — unikałem wspomnienia tego pana. Nie chciałem uszów pani trudzić opowiadaniem o nim. Jednakże to samo właśnie przyszło mi na myśl i spowodowało, że zaraz w początku, mimo największego wstrętu do osoby, udałem się do tych nieszczęsnych Rabsztyniec. Domyśliłem się w tem wszystkiem roboty Machiawelskiej człowieka, dla którego nic świętem nie jest...
    Pani Spytkowa zadrzała i spojrzała bystro na Dzięgielewskiego. Stary był spokojny i mówił nie domyślając się, jakie wrażenie słowa jego uczynić mogły.
    — Pojechałem — ciągnął dalej — do tego wilczego gniazda. Jakimś cudem go tam zastałem, bo to się włóczy i tłucze, jak Marek po piekle, całe życie. No, ale tym razem siedział w domu. Co za dom! cygański szałas często pozorniej się wydaje.
    — Jakże w takiej nędzy?
    — Niewątpliwie, bo nieład i rozpusta prowadzi ją za sobą — mówił dalej plenipotent. — Przyjął mnie, widocznie domyśliwszy się o co chodziło, choć udawał, że nic nie wie i nie rozumie. Gdym zagaił sprawę, cóż? oto mi dowiódł czarno na białem, że nie on Repeszcze odstąpił tych pretensyj, ale ktoś inny, któremu on, jakoby żadnej do nich nie przywiązując wagi, oddał je w małym długu przed laty.
    — W istocie są dowody — ciągnął dalej Dzięgielewski — że pretensya przez trzecią osobę cedowaną była temu Repeszce. Ale te dowody wcale nie przekonywują, bo w sprawie z takiemi ludźmi, nigdy nic nie ma tej twarzy, którąby mieć powinno, zawsze się fałszu domyślać potrzeba.
    — Cóż jest za cel w tem wszystkiem? — spytała kobieta — płonąc i bledniejąc.
    — Czas dopiero rozświecić to może — z cicha szepnął Dzięgielewski. — Procesowaliśmy się długo, mamy za sobą powagę czasu i dekretów, mamy posiadanie rzeczywiste, stosunki, pieniądze; baćby się niczego nie należało, gdyby na świecie było co pewnego i przewidzianego. Nieszczęściem ludzie są chciwi i źli,