Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom I.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została skorygowana.


łość ich, tak skarci i nas za bałwochwalstwo samych siebie, za oziębłość na sprawę kraju, za nieposłuszeństwo prawu, i za wszystkie przestępstwa, któremi skalani jesteśmy. Nie chcemy słuchać prawa własnego, nauczym się téj cnoty od drugich... I będziemy łkać i jęczeć i prosić a wzywać miłosierdzia, a długo, długo głuchym będzie Bóg na wołanie nasze.... I mordy i srogie pożogi rozlegać się będą po ziemi naszéj szeroko, głośno, i zdawać się będzie jakby o nas Ojciec zapomniał, jakby nas odrzuciła Matka. Bo wielkie grzechy nasze! wielkie i nieprzepokutowane, gdyby Chrystusowa krew, to święte źródło przebaczenia, i za nie się nie lała.

Chrystusowi słudzy, dzieci jego, my krzyż nosiemy na piersiach nie w piersi, słowo w ustach nie w sercu, prawo w xiędze nie w czynie; modlemy się a modlitwą grzeszym nawet, płaczemy a złe są łzy nasze, jęczym a jęk nasz występny, krzyże stawim i ubieramy w nie kraj nasz, a pogańska pycha, pogańska chciwość, a bałwochwalstwo panują w nim i plamią krzyż Boży. Zaiste! łacniej ślepym by Bóg przebaczył, niżeli tym, którym dane jest światło, a nieużyli go, którym dane prawo a przekręcili je dla