Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom I.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została skorygowana.


Okrzyk oburzenia nie dał doczytać Zamojskiemu.
— Przysięgi! zawołał przeor, chcą przysięgi! jak im to one lekko przychodzić muszą, gdy tak niemi szafują; każą łamać dawne, składać nowe, jakby szło o odjęcie jednéj a wdzianie drugiéj sukni, nie juramentum, które jest sacramentum, świętem i niepogwałconém! I karą śmierci nam grożą za szczyptę prochu, któraby się gdzie znaleźć mogła! dodał składając ręce. Jakaż odpowiedź być może na to urągowisko; rzekł tocząc wzrokiem po przytomnych xiężach i ślachcie.
— Ognia do nich! krzyknął Czarniecki,
— Gdybyście słuchali impetu naszego, zawołał Zamojski, radzilibyśmy także surową odpowiedź.
Nie! nie! zakonnikom przystała pokora, podchwycił xiądz Kordecki, poślę do nich xiędza Mieleckiego, żeby im powiedział, że ludzie Bogu poświęceni lekko przysiąg nie łamią i nie składają, wolą umrzeć poczciwie, niżli żyć bezecnie. Miejsca świętego poddać heretykom nie możemy, a Hrabia niech czyni co mu się podoba.
To rzekłszy, gdy nikt głosu nie podnosił,