Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jak się pan Paweł żenił i jak się ożenił.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   87   —

wszystko wiedział, a teraz nic... nu... ja nigdy nic nie wiem, a teraz to ja będę wiedzieć.
Nasz pan się obżeni.
Kasper się zaczął śmiać, aż mu ze spencera nowa tabakierka wypadła.
— Co pan myśli? że to nie może być? I owszem — rzekł Judel. — Jak ostatnią razą był w Pińsku, kupił dwie sztuki floransu, grubo zapłacił i okpili go, ażeby był mnie kazał kupić, jabym zarobił i jeszczeby taniéj przyszło.
Kasper jak żyw o floransie nie słyszał, kolnęło go to okrutnie.
— Gdzie? co? nie może być!
Judel kategorycznie wyłuszczył historyę floransu, dodając, że na weselu u rejenta wszyscy się śmiali z tego, że nie odstąpił na krok siostry pani Wydrzynéj.
Osłupiał Kasper, łuski mu opadały z oczów, zadrżał. Żydowskie kombinacye miały ze sobą niezmierne prawdopodobieństwo, a jednak uwierzyć w taką zdradę, w zaparcie się nagłe zasad życia całego — nie! nie mógł Kasper.
— Póki nie zobaczę, póty nie uwierzę — rzekł w duchu i żyda odprawił, lecz w duszę wkradła się wątpliwość.
Perspektywa była okropna, życie się miało zmienić, spokój zakłócić, służba niewieścia zalać cichy dworek, niosąc za sobą żelazka do prasowania i wałki do maglowania.