Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jak się pan Paweł żenił i jak się ożenił.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   84   —

nego, iż po wyjeździe pana, Kasper powziął podejrzenia wielkie.
Jawném było, że się coś gotowało, coś snuło, o czém nawet jemu powiedzieć nie chciał pan Paweł. Co to mogło być?
Wpadał na myśl, iż może Kozłowicze chciał sprzedać. Kilka razy, gdy zamiast pszenicy urodziła ta nieszczęśliwa miotła z rumiankiem i owsinką, zrażony pan Paweł odgrażał się, że sprzeda do trzysta djabłów Kozłowicze za bezcen.
Z drugiéj strony wiedział Kasper, że do rowów, których był autorem, pan Paweł miał rodzicielskie przywiązanie. Z Kozłowiczami się rozstać fraszka była, ale oddać w cudze ręce te rowy kopane tak mozolnie, których było tyle sążni kubicznych, (Kasper wymawiał kupicznych) — nigdyby na sobie nie wymógł.
Jeżeli zaś nie o sprzedaż Kozłowicz szło, to — o cóż?
Odgadnąć było nie sposób...
Najdziksze myśli przychodziły Kasprowi do głowy, jedno tylko przypuszczenie ożenienia wcale mu się nawet nie nastręczało.
O pannie Adeli zgoła nie wiedział. Sumując tak, przypominał sobie, że w ostatnich czasach pan Paweł był to niezwyczajnie ożywionym, to smutnym i zadumanym, nie w zwykłém usposobieniu. Uderzało go i to, że mniéj łajał i kłócił się.
Symptom był tém dziwniejszym, że w ciągu