Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


starego grabarza, wziął dziewczynę gwałtem za rękę, i wodząc latarką koło jéj twarzy, zawołał:
— Wcale niczego! gdyby nie ten szał, jabym ją gotów wziąść z sobą. —
— I! porzuciłbyś te głupstwa! — przerwał drugi — blada jak upior, chuda jak trzaska; wezmiem chyba na dyssekcją, lub dla sprobowania na niéj mocy nowego preparatu naszego. —
Marysia patrzyła na nich, usiłowała wyrwać rękę swoję z rąk doktora, a nie mogąc tego dokazać, ugryzła go za palec i krzyknęła:
— Ty nie Antoś! oddaj mi Antosia! —
Pan Konsyljarz krzyknął, ale trzymał dziéwczę; grabarz naprzód szedł i niosł trupa.
Marysia gwałtem prawie wleczona